Pierwsze kroki

O niezwykłych właściwościach nagietka czy witaminy A pisałam już wcześnie. Przejdźmy do konkretów.

Krem z nagietkiem jest przedziwny. Półtłusty. Przeznaczony do cery suchej, wrażliwej oraz normalnej. I tutaj mamy pierwsze zdziwienie. Kremy do cery suchej są bogatsze, treściwsze, przez co również cięższe w swej konsystencji. Z kolei kremy do cery normalnej powinny być raczej neutralnymi, lżejszymi produktami, nie powodującymi ziaja_nagieteknadmiernego natłuszczania. W plastikowym pudełku mamy krem zarówno do cery suchej, jak i tej normalnej. Faktycznie, krem jest ciężkim – jest trudny– czyli ciężko się rozprowadza i bardzo długo się wchłania i to nie do samego końca. Wydawać by się mogło, że to produkt który kompletnie nie nadaje się dla osób z cerą skłonną do przetłuszczania się,  czy też nawet normalną. Ale urzekł mnie swoim działaniem i nie znalazłam mu lepszego rywala….

Magiczne działanie

Czasem niechcący zdarza nam się zaszkodzić własnej cerze. Coś rozdrapiemy, nadużyjemy kosmetyków silnie działających na skórę (np. z kwasami w składzie) czy też zastosujemy zbyt silne dla nas produkty, które podrażnią skórę na naszej twarzy. Nadmierne oczyszczanie również prowadzić może do przesuszenia niektórych partii, a co dalej za tym idzie czujemy silne napięcie, dyskomfort oraz pieczenie. Nie wiem, czy to z racji nagietka, witaminy A czy E – czy może połączenia tych wszystkich składników jednocześnie – krem nagietkowy łagodzi wszystkie podrażnienia. Nałożony na twarz wieczorem do rana przynosi ulgę, zdecydowanie zmniejsza zaczerwienienia i dyskomfort z nimi związany (napięcie, pieczenie). To trochę aż niesamowite, że potrafi w ciągu kilku godzin, zapewne we współpracy z dobrym snem, zregenerować cerę na tyle, by faktycznie poczuć różnicę. Jestem mu w stanie wybaczyć wszystko, od słabego wchłaniania poprzez ciężkie nakładanie. Ważnym jest, by rano zadbać o cerę odpowiednio sprawnie. Jeżeli krem nagietkowy tkwił na skórze do rana, to w lusterku po przebudzeniu zobaczymy jedno wielkie lusterko – świecącą cerę, obficie nadal pokrytą tłustym filmem po kremie. Nie jest oczywiście tak, że nie pozbędziecie się resztek kremu – zrobicie to równie szybko, jak każdą inną czynność pielęgnacyjną o poranku.  Wystarczy zmyć resztki snu z twarzy standardowym żelem do mycia twarzy (opcjonalnie Waszym ulubionym, innym produktem) a następnie dla lepszego rezultatu skorzystać jeszcze z pomocy toniku. I po wszystkim. Resztki kremu poszły w zapomnienie. Wasza cera po nocy z kremem nagietkowym jest bardzo delikatna, miękka w dotyku. Nie czujecie żadnego napięcia na twarzy. Nie widać zaczerwienienia powstałego przed nocną kurację. Łagodzące właściwości kremu za dosłownie kilka polskich złotych są niepodważalne. Ratuje mnie zawsze, gdy jestem w potrzebie. Zdecydowanie nie nadaje się do codziennego stosowania, przykładowo pod makijaż. Sądzę też, że nie takie miało być jego przeznaczenie podczas procesu twórczego.