Marka Payot

Mimo, iż powstała w 1919 roku i ma już prawie 100 lat, to Payot jest marką w Polsce raczej pomijaną. O ile zdecydowana większość potrafi powiedzieć coś o produktach Biothermu czy Vichy, to gdy podajemy nazwę Payot głosy milkną. Niewiele osób wie, że takowa nawet istnieje. Dr Nadia Payot, dermatolog, propagowała w świecie holistyczne podejście do piękna kobiety. Co za tym idzie, pielęgnacja równie powinna przebiegać holistycznie, jako jedność. Troski wymaga wszystko, nasze  ciało, umysł oraz duch tkwiący w środku. To dzięki niej rozpowszechniły się obiekty typu medi-spa, czyli skupiające w sobie odnowę zarówno ciała, jak i ducha. Prócz receptur kosmetycznych dr Payot opracowała również technikę masażu, swego rodzaju modelowania twarzy, w określonych 42 gestach – nie stosowałam, ale chętnie się kiedyś wybiorę do spa pod szyldem marki Payot.

Chcąc zaprzyjaźnić się z Payot’em mój wybór padł na krem na noc. Akurat wówczas takiego potrzebowałam. Co znaczy na noc? O bogatszej, często gęstszej formule. Naładowanego mnóstwem składników odżywczych, pomagających nocą regenerować moją cerę. Padło na My Payot Nuit. Sroką jestem, wiem. Uroczo pomarańczowy słoik wykonany z ciężkiego, solidnego szkła. Za 50 ml mazidła zapłacimy rożnie, od 130 do 180 złotych. Ceny w Internecie potrafią być bardzo różne. Krem faktycznie ma dość gęstą i zwartą formułę, ale bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, przez co jest wydajny.

Co kryje słoik
payotcollage

Głównym zadaniem My Payot Nuit jest detoksykacja skóra. Po wielogodzinnych, stresujących dniach nocą skóra stara się odzyskiwać swój blask. My Payot ma jej w tym pomóc. Przeznaczony jest do cery ziemistej, poszarzałej, ma przywracać witalność oraz naturalną świeżość o poranku. To za sprawą tzw. superowoców. Takie też określenie możemy spotkać w reklamówkach tej serii: krem z wyciągiem z superowoców. Głównymi składnikami są tu jagody acai i goji, prócz nich są jeszcze żywe kultury bakterii – bifidus oraz wyciąg z laskowych orzechów. Po kolei. Acai, czyli antyoksydant o potężnej sile, zawiera również spore dawki witaminy C i E, do tego składankę B (B1,B2,B3). Dodatkowo wapń, potas, oleje Omga oraz chyba najważniejsze…. Polifenole. Są to naturalne przeciwutleniacze, które chronią skórę przed słońcem, różnymi zanieczyszczeniami zewnętrznymi, spalinami a nawet  dymem z papierosów. Przyczyniają się w wielkim stopniu do walki z wolnymi rodnikami, przez które nasza skóra się starzeje szybciej. Polifenole mają wpływ na syntezę kolagenu. Wyciąg z acai poprawia nasze mikrokrążenie, czyli naturalnie powinien dodawać skórze blasku – odświeżać jej koloryt.

Jagody goji nie są wcale gorsze w swoich właściwościach. Mamy w nich również wiele aminokwasów i witamin, przyczyniających się do poprawy kondycji naszej skóry. Pobudzają aktywność komórkową naskórka, działają przez to lekko odmładzająco. Goji wzmacniają barierę ochronną oraz lekko modelują, ściągając delikatnie skórę, napinając ją w naturalny sposób.

Cała reszta aktywnych składników ma za zadanie głównie wzmocnić barierę ochronną skóry i ustrzec ją przed wolnymi rodnikami. W prostym tłumaczeniu, pomóc jej odzyskać witalność i zdrowy wygląd.

Działanie

Czy ten krem coś w ogóle daje? No i tu jest problem. Generalizując bardzo dobrze nawilża nocą. Po aplikacji mamy na twarzy wyczuwalny film. Dobrze się rozprowadza i na pewno jego część szybko się wchłania, pozostałości świecą się na skórze praktycznie do rana. A efekty przy regularnym stosowaniu? Żadnych widocznych. Skóra jest gładsza, delikatniejsza – ale to potrafi też najtańszy krem drogeryjny. Koloryt w żaden sposób się nie wyrównał, zmarszczki się nie wygładziły – owal się nie poprawił. Niedoskonałości nadal sporadycznie się pojawiają. Nic się tak właściwie nie poprawiło, nadal by polepszyć wizualnie swoją cerę konieczne jest stosowanie przeróżnych porannych rytuałów. Za tą cenę można sobie sprawić porządne serum lub olejek widocznie poprawiający kondycję cery. Plus za intensywny, owocowy zapach, który towarzyszy nam do rana i za genialny słoiczek, który już wiem jak wykorzystać po wykorzystaniu kremu. Rozczarowana działaniem przerzuciłam się na inne produkty a My Payot używam sporadycznie, by wykończyć opakowanie.