Odrobina luksusu

Marka Lancôme dla jednych uchodzi za luksusową, dla innych stała się zwykłą masówką. Choć jej produkty są stosunkowo drogie (podkład, tusz do rzęs, perfumy i wiele, wiele innych) spoglądając na rynek drogeryjny, to w dobie Internetu i licznych promocji stały się dostępne dla większości. Ciekawostką jest , iż Lancôme wchodzi w skład grupy L’Oreal, która z luksusem w dzisiejszych czasach mało komu się kojarzy. Zawiłości świata kosmetycznego pod względem producentów, grup i powiązań są często tak nieoczekiwane, że nie warto się nimi kierować podczas zakupów. Nie mamy pojęcia, kto tak naprawdę stoi za danym produktem, dopóki nie zerkniemy na informacje od producenta drobnym maczkiem naniesione na opakowania.

Tusz do rzęs – obowiązkowa pozycja

Idąc dalej, skupię się dziś nie na marce Lancôme, a na ich sztandarowym produkcie tzw. „kolorówki”  – tuszu do rzęs. Seria maskar Hypnôse, dostępna aktualnie w różnych wariantach, jest jedną z pierwszych i chyba najbardziej popularnych. W perfumeriach znajdziemy ją za około 150 złotych, w sprawdzonych sklepach internetowych za kilkadziesiąt złotych mniej. Biorąc pod uwagę, iż tusz do rzęs starcza nam na długo, nawet przy codziennym stosowaniu, to uważam że warto za niego zapłacić aż tyle. Osobiście byłabym w stanie i więcej, mając gwarancję wachlarza rzęs, widocznych z daleka.

Sprawdziłam na sobie wersję Hypnôse Doll Eyes Waterproof, czyli wodoodporną. Tusz ma za zadanie dokładnie oblepić rzęsy intensywną czernią, tworząc przy tym „efekt w stylu lalki”. Wszyscy petusz szczotkawnie pamiętamy idealnie równe rzęsy lalek z czasów dzieciństwa, niesamowicie długie i czarne.  Ten tusz do rzęs spełnia wszystkie swoje obietnice!  Mamy tu wydłużenie, pogrubienie oraz uniesienie rzęs w jednym. Szczoteczka jest bardzo dobrze wyprofilowana, faktycznie dociera do najmniejszych rzęs w samym kąciku oka. Co najważniejsze, bardzo dobrze rozdziela rzęsy, nie tworząc nieestetycznych kępek i przy okazji doprowadza do porządku rzęsy zwichrowane. Takie też ja mam właśnie, zwichrowane, czyli nie leżą idealnie równo, jedna obok drugiej, a każda potrafi wędrować w swoją stronę, na przekór reszcie. Równie ważną kwestią jest fakt, że maskara nie uczula – mam oczy ze skłonnościami do alergicznego reagowania na niektóre produkty, w tym przypadku nie czuje żadnego dyskomfortu.

A wieczorem….
oko

Po całym dniu nie ma skruszałego tuszu pod okiem. Żadnych czarnych kropek. Wodoodporność jest tutaj w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nawet płacząc nie mamy efektu „pandy”. Niestety, ceną owej wodoodporności jest problematyczne pozbycie się tuszu do rzęs z naszych oczu. Bez preparatu (z reguły z olejkami w składzie) do zmywania makijażu wodoodpornego ani rusz. Znam wiele osób, które używają nawilżanych chusteczek dla niemowląt przy pozbywaniu się kolorowych kosmetyków z twarzy. W tym przypadku ten patent się nie sprawdzi. Trzeba się mocno postarać, przecierać wiele razy, by tusz się rozpuścił w całości i pozostał na chusteczkach. Biorąc pod uwagę, że skóra w okolicach oczu jest dużo bardziej delikatną od pozostałych partii twarzy, nie polecam tego sposobu – długotrwałe przecieranie podrażnia oko, dodatkowo powoduje pieczenie i zaczerwienienie. Jedynym, sprawdzonym sposobem jest zatem preparat do demakijażu, przeznaczony do zmywania wodoodpornych produktów.

Używam Hypnôse Doll Eyes naprzemiennie z innymi tuszami, w zależności od nastroju, już od ponad roku. Całym swoim sercem polecam.

 porównanie z oko